Strona Główna Świat wewnętrzny v. świat zewnętrzny
www.niezalezna.info

Istnienie Boga a istnienie innych osób

Dialog pomiędzy filozofem A i filozofem B.

A: Chciałbym się dzisiaj podzielić z Tobą moją opinią, iż nie uznaję za rygorystycznych myślicieli tych, którzy nie przyznają się do wiary w Boga, a przyznają się do wiary w istnienie innych osób. Moja wiara w Boga opiera się na tym, że uznaję pewne moje władze poznawcze za nieomylne i te właśnie władze pozwalają mi poznać osobowy byt Boga. Za pomocą tych samych władz poznawczych poznaje byty osobowe moich znajomych. Myśliciele nie wierzący w Boga bardzo często jednak kwestionują koncepcję istnienia takich nieomylnych władz poznawczych. Nie widzę więc powodu, dla którego mieliby uznawać istnienie innych osób bardziej niż istnienie Boga.

B: Przyjdzie mi więc być rzecznikiem tych myślicieli i w ich imieniu zapytam Cię, czy nie widzisz różnicy w oczywistości w jakiej jawią się nam działania innych osób, zdania przez nie wypowiadane, ich spójność i częstość od ewentualnych mistycznych kontaktów z Bogiem. Czy mógłbyś mi powiedzieć kiedy ostatnio rozmawiałeś z Bogiem i co Ci powiedział równie dobrze jakbyś potrafił to opisać gdybym pytał o Twojego bliskiego przyjaciela?

A: Nie odmówię prawa do obrony owym niekonsekwentnym myślicielom i chętnie Ci odpowiem. Powołujesz się na różnice pomiędzy obcowaniem z osobami bliskimi znanymi nam na co dzień i obcowaniem z Bogiem. Dlaczego jednak twierdzisz, że za pewnymi zdarzeniami rozgrywającymi się w moim świecie wewnętrznym takimi jak: słuchanie tego, co mój przyjaciel do mnie mówi, patrzenie na niego, czucie gdy poklepuje mnie po ramieniu stoi jakaś osoba. Dlaczego nie mogą istnieć same tylko zdarzenia pojawiające się w strumieniu mojej świadomości bez żadnego podmiotu osobowego, który byłby ich źródłem? Jeżeli nie będziesz umiał odpowiedzieć mi na to podstawowe pytanie, na nic zda się powoływanie na intensywność i spójność mojej relacji z przyjacielem. Wcielając się w rolę rygorystycznego myśliciela ateisty przyznam wtedy, że mam jedynie takie intensywne i wyjątkowo spójne zdarzenia w moim strumieniu świadomości, mówię zaś o przyjacielu jedynie w celu opatrzenia ich wszystkich jakąś wspólną nazwą, w celu uporządkowania myślenia o tych zadziwiająco konsekwentnych zdarzeniach z mojego świata wewnętrznego.

B: Rozumiem co chcesz powiedzieć. Uważasz, że powołanie się na ciągłość pewnych zdarzeń, ich logikę i konsekwencję nie stanowi żadnego argumentu o charakterze ontologicznym za istnieniem innej osoby. Uważasz, że na nic zda się to iż powiem, że wczoraj zadałem mojemu przyjacielowi łamigłówkę logiczną, a dzisiaj znam na nią odpowiedź, bo on mi ją przekazał, mimo że ja sam wcale nad nią nie myślałem. Powiesz, że nie dowodzi to jego istnienia, tylko tego, że zaszły takie ot zdumiewające zdarzenia w moim strumieniu świadomości i, że nie widzisz żadnej przyczyny dla postulowania istnienia jakiegoś osobowego bytu.

A: Tak raczej powinni powiedzieć Ci myśliciele, którzy nie wierzą w Boga, jeżeli byliby konsekwentni. Nie ma znaczenia to, jak bardzo kontakty z Bogiem mogłyby się różnić od kontaktów z innymi osobami. Jakość i częstość kontaktów nie jest ani poprawnym argumentem na istnienie Boga, ani na istnienie innych osób.

B: Rozumiem zatem, że konsekwentnie również nie uznasz za rygorystycznego myśliciela tego, który uwierzyłby w istnienie Boga na podstawie tego, że wygrał wielką sumę pieniędzy w grze liczbowej następnego dnia po tym, gdy intensywnie się o to modlił.

A: Tak. Jeżeli wnioskowałby o istnieniu Boga tylko na podstawie tego zdarzenia, lub nawet całej serii podobnych zdarzeń uznałbym go za mało rygorystycznego.

B: Czy jednak na pewno masz rację? Czy myśliciele ci nie mogą wyjść z założenia, że jednak tak częste i wyraziste kontakty z naszymi bliskimi uprawniają nas do postawienia tezy o jakimś ich osobowym źródle, zaś mało wyraziste i często niespójne stwierdzenia na temat kontaktów z Bogiem do postawienia takiej tezy nas nie uprawniają.

A: A jak dugi musi być taki ciąg konsekwentnych i spójnych kontaktów abym musiał uznać istnienie jakiegoś bytu osobowego poza moim światem wewnętrznym? To właśnie myśliciele nie wierzący w Boga zwykle nie chcą uznać, że z istnienia zegarka wynika istnienie zegarmistrza, który go wykonał. Ja pokazuję tylko dokąd prowadzi dalej taki styl argumentowania. Ciąg pewnych konsekwentnych i spójnych wydarzeń kontaktu z moim przyjacielem dowodzi istnienia tylko i wyłącznie istnienia tych wydarzeń. Skąd pomysł, że musi istnieć przyjaciel jako byt osobowy?

B: Ktoś mógłby powiedzieć, że jest bardzo mało prawdopodobne aby istniał ciąg takich zdarzeń bez żadnej osoby stojącej za nimi.

A: Mało prawdopodobne? Mogę policzyć prawdopodobieństwo wystąpienia pokera królewskiego w losowo wybranych pięciu kartach, bo wiem, że są tylko 4 pięciokartowe układy zwane pokerem królewskim, a wszystkich możliwych 5 kartowych układów jest 850 668. Prawdopodobieństwo otrzymania pokera królewskiego wynosi więc około 4,7 * 10^-6. Nie mogę natomiast nic powiedzieć na temat prawdopodobieństwa występowania pewnych sekwencji zdarzeń w moim strumieniu świadomości. Ile bowiem jest wszystkich możliwych strumieni świadomości? A ile jest takich w których występują konsekwentne i spójne kontakty z przyjaciółmi?

B: Rzeczywiście ten argument nie ma sensu. Ktoś mógłby chcieć szacować liczbę strumieni świadomości liczbą osób, ale właśnie to miał być argument za tym, że inne osoby istnieją. Założyłby więc to co chce udowodnić.

A: Jak dotąd nie usłyszałem od Ciebie żadnego przekonującego mnie argumentu za tym, że na podstawie zdarzeń kontaktu z naszymi bliskimi możemy wnioskować ich osobowy byt.

B: Sam nie jestem pewien czy taki istnieje. Może jednak taka postawa wśród myślicieli nie wierzących w Boga nie jest wcale taka powszechna? Może równie często przyznają oni, że nie ma dla nich znaczenia, czy inne osoby istnieją czy nie. Przyznają oni jedynie, że ich świat wewnętrzny rządzi się pewnymi regułami i starają się do nich stosować. Nie zależy im wcale na ontologicznych twierdzeniach.

A: Być może. Ciekaw jestem jednak jak myśliciel nie wierzący w Boga postąpiłby w następującej sytuacji. Załóżmy, że psychopatyczny morderca łapie owego myśliciela razem z jego córką i zamyka ich następnie w oddzielnych pokojach tak, że już nigdy nie będą mogli się ze sobą skontaktować. Myśliciel wie na pewno, że ów morderca jest prawdomówny. Morderca stawia przed myślicielem następującą alternatywę: Albo będzie go torturował przez godzinę, a następnie zabije i wtedy jego córkę puści wolno, albo poda mu pewien farmakologiczny środek, który spowoduje, że myśliciel zapomni o całej sytuacji i będzie przez godzinę oglądał sobie swój ulubiony film, po czym znienacka zostanie zabity tak sprawnie i szybko, że nie zdąży nawet niczego zauważyć, nie mówiąc już w ogóle o jakimś cierpieniu, jednak w tym wariancie jego córka zostanie zamordowana po uprzednich wymyślnych torturach. Jak myślisz którą z możliwości wybrałby ten myśliciel?

B: Jeżeli wybierze własne cierpienie po to, aby ratować córkę, której i tak nigdy już w życiu nie zobaczy, to będzie to oznaczało albo, że uznaje jej osobowe istnienie niezależne od swojego świata wewnętrznego, który przecież przestanie istnieć w chwili jego śmierci, albo, że jest masochistą i chce sobie w ten sposób umilić ostatnią godzinę życia.

A: Jeżeli jednak nie jest masochistą i nie wierzy w Boga, to będąc konsekwentnym myślicielem powinien wybrać wariant drugi. Chyba, że umie podać jakieś ontologiczne argumenty na rzecz istnienia innych bytów osobowych, adekwatne w przypadku jego córki, zaś nieadekwatne w przypadku Boga.

Michał Stanisław Wójcik, 6 października 2008

Strona Główna Świat wewnętrzny v. świat zewnętrzny Kontakt