Strona Główna Świat wewnętrzny v. świat zewnętrzny
www.niezalezna.info

O istocie Intrologii

Spór o istnienie rzeczy

Najistotniejszą cechą intrologii jest jej bezzałożeniowość, dzięki niej może być ona nauką pewną o rzeczywistości. Wychodzę z tego, co jest mi dane bezpośrednio. Nie należy myśleć o tym jako o stanowisku filozoficznym. W ogóle można przestać mówić o filozofii, intrologii – a po prostu zająć się badaniem rzeczywistości, czyli tego, co jest. To co jest, jest niewątpliwe i uprawnia do zajmowania się tym bez żadnych wcześniejszych założeń. Wydawałoby się to proste i oczywiste – niestety mówiąc te słowa przychodzi mi zmierzyć się z całym blisko pięciotysiącletnim sporem o istnienie rzeczy. Powstaje bowiem pytanie o to, co tak naprawdę istnieje? Czy istnieje stół, na którym piszę ten tekst, ze swoimi wymiarami, masą, nogami, których teraz nie widzę (celowo używam tego przydługiego opisu, aby uniknąć w tym miejscu sformułowania „stół obiektywny”)? Czy istnieje tylko moje obecne postrzeżenie tego stołu. Czy też istnieją oba te byty naraz? Tradycja Arystotelesowska, której znakomitym reprezentantem w dzisiejszych czasach jest Mieczysław Krąpiec, odpowie twierdząco na pytanie pierwsze. Myślenie w duchu, które zapoczątkował Decartes, da prymat istnieniu postrzeżenia stołu. Berkeley powie, że nie mamy żadnych dowodów na to, że stół z wymiarami, masą i nogami, których nie widzę istnieje. Malebranche uzna, że istnieje to i to, ale nie ma między nimi żadnego związku, zaś skrajny materializm będzie stał na stanowisku, że istnieje tylko stół jako struktura złożona z pewnych cząsteczek chemicznych, zaś moje postrzeżenie stołu jest po prostu innym obiektem materialnym – konkretną konfiguracją ładunków elektrycznych na mojej sieci neuronowej. Cały zaś współczesny nurt filozofii lingwistycznej będzie się zastanawiał, co tak naprawdę opisuję mówiąc o stole ze swoimi wymiarami, masą i nogami, których nie widzę – czy mam prawo w ogóle o nim mówić, albo czy mam prawo mówić o postrzeżeniu stołu. Nie braknie również takich myślicieli, którzy przyjmują, że istnieją tylko pojęcia.

Pierwszeństwo świata spostrzeżeń

Cały jednak spór, który pobieżnie powyżej zarysowałem, nie wpływa nijak na to, co postrzegam. Bardzo dobrze wiem, co jest mi w tym momencie dane, a co nie. Mogę wykazać z pełną ścisłością, że w tym momencie nie jest mi dany stół z wymiarami, masą i nogami, których nie widzę. Jest z całą pewnością mi dane moje postrzeżenie stołu. Jeśli zatem mam wyjść od rzeczy jako takiej, nie czyniąc żadnych założeń, powiem jedynie o tym, co postrzegam. Gdybym miał w tej chwili dany stół z wymiarami, masą i nogami, których nie widzę, znałbym jego wymiary, masę i widział nogi, których nie widzę, co oczywiście nie zachodzi. Równocześnie nie mam żadnych przesłanek, aby negować, lub potwierdzać istnienie „stołu obiektywnego”. Dopóki nie okaże się to konieczne, nie będę o nim mówił, nie będę mówił o rzeczach, które nie są mi dane bezpośrednio.

To co jest mi dane, jest mi dane takie jakie jest, w sposób zupełnie jasny i nie budzący wątpliwości. W duchu filozofii Arystotelesa mówi się, że rzeczy poznajemy nie jasno, tylko pod pewnymi aspektami, nigdy nie postrzegamy całej rzeczy na raz, a dopiero wysiłkiem intelektu dokonujemy racjonalnego poznania rzeczy jako takiej. Obserwacja jest jednak inna, rzeczy poznaję w sposób jasny i całościowy – jeżeli tylko za rzecz przyjmę to, co jest mi bezpośrednio dane jako postrzeżenie w świecie wewnętrznym, a zatem dla przykładu nie „kubek obiektywny”, a moje chwilowe postrzeżenie kubka tylko z jednej strony. To co dla Arystotelesa było rzeczą, dla mnie jest elementem teorii świata zewnętrznego. Byty jego ontologii to teoretyczne obiekty porządkujące mój świat wewnętrzny. Nie można uznać, że filozof ma dowolność w przyjmowaniu tego, co „naprawdę” istnieje. Nie można uznać, że Arystoteles mógł sobie przyjąć istnienie, jako realnych, bytów świata zewnętrznego, a ja mogę uznać za byty realne elementy świata wewnętrznego. Takiej dowolności nie ma – ponieważ weryfikuje to doświadczenie. Uznanie realnego istnienia postrzeżeń jest koniecznością – uznanie istnienia obiektów świata zewnętrznego, póki co, jest zupełnie dowolnym zabiegiem. Nikt bowiem nie przedstawił do tej pory niezawodnego dowodu na to, że świat zewnętrzny istnieje realnie.

Zarzut słabości poznawczej

Zwykle formułowanym zarzutem wobec powyższego stanowiska jest jego słabość poznawcza. Rzadko który myśliciel neguje, że istotnie postrzeżenie stołu jest mi rzeczywiście dane bezpośrednio, zaś „stół obiektywny” jest pewną konstrukcją myślową opartą na mojej naoczności. Niektórzy ujmą to w ten sposób, że mam poznanie bezpośrednie mojego postrzeżenia stołu (mając na uwadze rozróżnienie, które pomiędzy poznaniem bezpośrednim i naocznym formułuje Leonard Nelson, powinienem użyć tu raczej pojęcia „poznanie naoczne” – byłoby to jednak pewnym zgrzytem językowym, którego na razie pragnę uniknąć), zaś „stołu obiektywnego” – jako przedmiotu posiadającego swoje wymiary, masę i nogi, których teraz nie widzę, mam poznanie racjonalne (umysłowe, intelektualne). Większość natomiast będzie sądzić, że zakres moich bezpośrednich postrzeżeń, jest zbyt wąski, aby uprawiać skutecznie filozofię – odpowiadać na jej istotne pytania, że bazując wyłącznie na poznaniu bezpośrednim, ograniczę się do konstatowania prostych faktów, np. że widzę żółty kubek stojący na stole. Spora część myślicieli, którzy nawet przyznają mi rację w tym, że mogę mówić wyłącznie o swoim świecie wewnętrznym, będzie uważała, że w oparciu jedynie o naoczność nie będę w stanie formułować żadnych ciekawych sądów. Husserl, którego fenomenologia kojarzy się z podobnym bezzałożeniowym podejściem do filozofii, uważał, że aby rzeczywiście była ona nauką, musi ona formułować sądy i zasady ogólne. Sądził, że gdy ograniczymy się do badania zjawisk jednostkowych, nie będzie nam wolno wypowiedzieć nawet sądu, że sposób prezentowania się fenomenu gwarantuje mu jego absolutnie niepowątpiewalnych charakter. Nie tylko przypadki jednostkowe, ale również ogólne, ogólne przedmioty i ogólne stany rzeczy mogą być dane jako absolutnie samoobecne. Możliwe jest, według niego, naoczne ujęcie przedmiotów ogólnych, „ogląd istoty”. Przedstawię poniżej mój pogląd – niestety na dziś dzień nie umiem ustalić dokładnej korelacji między tym, co sądził Husserl, a tym, co sądzę ja. Wymaga to ode mnie precyzyjniejszych studiów nad jego metodą.

Odpowiedź na zarzut słabości poznawczej

Myślę, że istotę rzeczy A, a konkretnie postrzeżenia A, poznajemy przez stworzenie pewnej konstrukcji mentalnej i odczucie odpowiedniości pomiędzy tą konstrukcją a postrzeżeniem A. Zatem jeśli myślimy o istocie kubka, to ta istota faktycznie jest w moim świecie wewnętrznym. Jest ona czymś, czego połączenie z konkretnymi postrzeżeniami kubka jawi się mi jako istniejące w moim świecie wewnętrznym. Myśląc o istocie kubka, postrzegam jej połączenie z postrzeżeniem kubka bądź z jednej, bądź z drugiej strony. Każde jednostkowe oddzielne postrzeżenie kubka – jak najbardziej realnie istniejące w moim świecie wewnętrznym – jest połączone z pewną jedną konstrukcją mentalną, właśnie istotą kubka. Postrzeżenie istoty rzeczy jest takim samym jednostkowym postrzeżeniem jak np. postrzeżenie kubka obróconego do mnie uszkiem. Ma tylko inne cechy. Poznanie istoty rzeczy nie następuje więc „wraz” z poznaniem konkretnego obiektu w moim świecie wewnętrznym, a niejako osobno – poprzez stworzenie w świecie wewnętrznym pewnej konstrukcji mentalnej powiązanej z tym obiektem. Tę konstrukcję poznajemy tak samo naocznie jak obiekt – jednak jest ona czymś istniejącym niezależnie od niego. Tak więc jednostkowe poznanie naoczne daje nam możliwość budowania sądów ogólnych. Taki sam status ontologiczny przypisuję bowiem myślom, odczuciom, chęciom, postrzeżeniom konkretnych obiektów. Różnią się one od siebie tylko cechami i wzajemnymi powiązaniami, zaś wszystkie istnieją zupełnie analogicznie, bo po prostu są obecne w moim świecie wewnętrznym. Cała „tajemnica” faktu, iż możliwe jest formułowanie prawd ogólnych na podstawie jednostkowych obserwacji, polega na tym, że mój świat wewnętrzny ulega modyfikacjom podczas procesu myślenia. Wszystkie moje sądy, w momencie, w którym powstają, stają się równoprawnymi, istniejącymi obiektami mojego świata wewnętrznego, które również mogą podlegać badaniu. W ten sposób, odwołując się do podziału wprowadzonego przez Kanta, wykluczam w zasadzie wszystkie sądy analityczne i syntetyczne a priori, sprowadzając wszystko do sądów syntetycznych a posteriori. Szczegółowe omówienie tej kwestii wymaga z pewnością osobnego artykułu.

Odpowiedź na zarzut sceptycyzmu

W tym momencie jednak niektórzy myśliciele mogą zastąpić zarzut słabości poznawczej oskarżeniem o sceptycyzm. Jeżeli bowiem mój świat wewnętrzny zmienia się podczas procesu badania go, to być może nie jest możliwe żadne pewne poznanie. Zarzut ten jednak odrzucam w sposób następujący:

Odkrywam, że postrzeżenie prawdziwości sądu “Jest postrzeżenie A” jest postrzeżeniem szczególnego rodzaju, wiąże się bowiem ze stanem mojego świata wewnętrznego – przynajmniej wtedy, gdy w świecie wewnętrznym istnieje postrzeżenie związku pomiędzy pojęciem A, a jakimś elementem świata wewnętrznego. Jeżeli mam poczucie prawdziwości sądu “Jest postrzeżenie A”, to A rzeczywiście jest w moim świecie wewnętrznym. Postrzeżenie prawdziwości jest nieomylne. Cały świat wewnętrzny jest mi bowiem dany bezpośrednio. Jeżeli jest w nim zawarte dokładne powiązanie między pojęciem a konkretnym elementem, błąd co do tego, czy element ten istnieje w świecie wewnętrznym, czy nie, jest niemożliwy. Nie stanowi to oczywiście uzasadnienia nieomylności postrzeżenia prawdziwości sądu – to nie jest możliwe, każdy obserwator musi odkryć tę prawdę bezpośrednio, za pomocą wglądu w swój świat wewnętrzny – tak samo, jak uczyniłem to ja.

Czym jest błąd?

Jednak coś takiego jak “błąd” jest rzeczywiście postrzegane. Muszę zatem w tym miejscu wyjaśnić czym jest “błąd” w świecie wewnętrznym. Rozważmy dla przykładu następującą sytuację. Widzę kubek stojący na stole. Następnie odwracam się do niego plecami i wygłaszam sąd “Na stole jest kubek”. Następnie znowu się obracam i ze zdumieniem spostrzegam, że na stole wcale kubka nie ma. W czasie bowiem, kiedy odwracałem się od stołu, ktoś po cichu usunął kubek. Wygłaszając sąd “Na stole jest kubek”, nie wziąłem pod uwagę takiej możliwości. Można więc powiedzieć, że popełniłem błąd. W czasie gdy stałem obrócony plecami do stołu, miałem przecież względem sądu “Na stole jest kubek” jakieś poczucie, inne niż wobec sądu “Na stole nie ma kubka”. Było to jakieś postrzeżenie analogiczne do postrzeżenia prawdziwości sądu. Jednak sąd “Na stole jest kubek” nie był w tym momencie opisem mojego świata wewnętrznego. Był to sąd wyrosły na gruncie teorii świata zewnętrznego (koncepcja teorii świata zewnętrznego opisana jest w ostatniej sekcji mojego artykułu “Intrologia”). Był to sąd o pewnej zapostulowanej, hipotetycznej konstrukcji, która ma tłumaczyć mój świat wewnętrzny. Sądy o świecie zewnętrznym bardzo często zgadzają się z ich przełożeniem na świat wewnętrzny. Jeżeli widzę kubek stojący na stole, sąd “Kubek stoi na stole” odpowiada analogicznemu sądowi o moim świecie wewnętrznym “Jest postrzeżenie tego, że kubek stoi na stole”. Jednak czasem zdarza się, że sąd o świecie zewnętrznym jest sprzeczny, w swoim przełożeniu, ze stanem świata wewnętrznego. Tak było w rozważanym przypadku. W omawianej sytuacji obecne było oczekiwanie, wysnute na podstawie teorii świata zewnętrznego, że w po dokonaniu obrotu, w moim świecie wewnętrznym pojawi się znowu postrzeżenie kubka stojącego na stole. Postrzeżenie to jednak nie pojawiło się. Zaszła zatem pewna sprzeczność pomiędzy teorią świata zewnętrznego, a światem wewnętrznym. W takim właśnie przypadku mówię o błędzie. Nie jest to jednak w żadnym razie błąd w sądzeniu o świecie wewnętrznym. A jedynie błąd popełniony na gruncie teorii świata zewnętrznego.

Perspektywy intrologii

Powstaje w tym miejscu, gdy niejako sam przed sobą rozprawiłem się z zarzutami słabości poznawczej i sceptycyzmu, fundamentalne pytanie o perspektywy intrologii jako pewnej nauki o rzeczywistości. Cała jej moc bowiem ma polegać na tym, że nie czyniąc żadnych zbędnych założeń, poznaję rzeczywistość taką jaką ona jest. Fakt, że mam do dyspozycji język, nie stanowi założenia – język jest po prostu czymś danym mi w moim świecie wewnętrznym. Jak iść tą drogą, na czym skupić uwagę? Czy można mówić o czymś takim jak program intrologii? Wydaje mi się, że jest to uzasadnione.

Pierwszym zadaniem jest stworzenie odpowiedniego języka do mówienia o obiektach w świecie wewnętrznym. Język, którym dysponuję, jest niejako naturalnie przystosowany do opisu teorii świata zewnętrznego. Mówiąc, że mam postrzeżenie kubka, popełniam w pewnym sensie formalny błąd. Jeżeli bowiem istnieje dla mnie tylko to, co postrzegam, to nie mogę mówić o kubku, którego mam postrzeżenie – a jedynie o samym postrzeżeniu i to ono powinno mieć swoją nazwę. Zresztą samo słowo „postrzeżenie” nawiązuje do teorii świata zewnętrznego. Być może lepiej by było mówić „Jest kubek” w odniesieniu do elementu mojego świata wewnętrznego. To z kolei nastręcza inną trudność – należałoby w zasadzie mówić o „kubku wzrokowym”, „kubku dotykowym” itp. W zależności od tego, czy chcę powiedzieć o obecności w moim świecie wewnętrznym postrzeżenia „widzenia” kubka, czy „dotyku” kubka, powinienem użyć innego określenia, ponieważ są to różne elementy świata wewnętrznego. W dotychczasowych rozważaniach „pre intrologicznych” nie zajmowałem się tym, jednak tego typu uściślenia wydają się konieczne do prowadzenia precyzyjnych badań nad światem wewnętrznym.

Właściwe rozważania intrologiczne należy zacząć od przeanalizowania zjawiska ruchu i zmiany w świecie wewnętrznym. Punktem wyjścia jest tu absolutnie pewne poczucie, że zmiana rzeczywiście zachodzi, że w świecie wewnętrznym następuje jakiś ruch, przy równoczesnej trudności w opisie czym zmiana i ruch są. Powstaje tu spory problem natury formalnej, ponieważ na razie nie znam sposobu opisu zmiennego świata wewnętrznego bez odwoływania się do świata zewnętrznego, tak aby było absolutnie jasne, że opis taki nie jest równocześnie właściwy dla statycznego świata wewnętrznego. Przy najprostszej próbie opisania zmiany, czyli: zmiana zachodzi wtedy, gdy stan świata wewnętrznego jest inny, niż stan świata wewnętrznego będący w pamięci – jest możliwe, że świat wewnętrzny, spełniający ten warunek, może być dalej statyczny, może być stały i mieć raz na zawsze ustalony stan pamięci. Być może należy się spodziewać odkrycia faktu, że predykat „był” opisuje coś analogicznego do istnienia, jednak o innym, równie realnym statusie ontologicznym. Możliwe, że opisuje on jakieś „byłe istnienie”, które można poznawać tak samo, jak istnienie w sposób pewny, a nie jedynie pamięć, że coś istniało.

Bardzo ważnym „narzędziem” w poznawaniu rzeczywistości jest unikanie zbędnych założeń. Zbyt szybkie zakładanie prawdziwości pewnych tez, kosztem ich wykazywania, może prowadzić do przeoczenia pewnych istotnych elementów rzeczywistości. Przykładowo: mogę założyć w mojej filozofii, że istnieją inne byty świadome, będące obserwatorami rzeczywistości, wyposażone w swój świat wewnętrzny. Jeżeli jednak tego nie uzasadnię, moja filozofia straci status nauki pewnej. Jeżeli zadowolę się samym mniemaniem, że jest tak na pewno – stracę możliwość zaobserwowania tych elementów rzeczywistości, które gwarantują ponad wszelką wątpliwość, że tak jest. Prawdziwość sądu o istnieniu innych bytów świadomych albo wcale nie da się udowodnić, i wtedy będę musiał pozostać na zawsze w niewiedzy co do tego niezmiernie istotnego faktu, albo da się zaobserwować w jakiś sposób, nie budzący żadnych wątpliwości, w moim świecie wewnętrznym. Znalezienie takiego elementu świata wewnętrznego i prawidłowe go opisanie jest właśnie zadaniem introloga. To samo tyczy się oczywiście innych sądów jak np. „Istnieje Bóg”, lub „Istnieje świat zewnętrzny”.

Michał Stanisław Wójcik, 12 grudnia 2007

Strona Główna Świat wewnętrzny v. świat zewnętrzny Kontakt