Strona Główna Świat wewnętrzny v. świat zewnętrzny
www.niezalezna.info

Kapuśniak, świat wewnętrzny i zasada tożsamości

Kapuśniak

Dzisiaj, gdy jadłem kapuśniak naszła mnie myśl filozoficzna, która zaowocowała powstaniem paradoksu świata wewnętrznego. Aby Niezależna Pracownia Badań nad Rzeczywistością mogła funkcjonować zarabiam pieniądze jako kierowca ciężarówki jeżdżąc z towarem po całej Europie. Jedzenie zwykle kupuję sobie w Polsce, a potem w trasie podgrzewam obiady w czasie 45 minutowej przymusowej przerwy zapewnionej mi przez odpowiednie dyrektywy Komisji Europejskiej. Wśród specjałów, które ze sobą zabieram, zawsze znajduje swoje miejsce wspomniany powyżej kapuśniak - moja ulubiona zupa, pakowana w plastikową torebkę, o wyjątkowym, według mojej skromnej opinii, swojskim smaku. Niestety właśnie dzisiaj kapuśniak smakował nieco gorzej niż zazwyczaj. Pomyślałem, że jak z wieloma dobrymi rzeczami, również z moim kapuśniakiem postąpiono w ten sposób, że po przyzwyczajeniu klienta do dobrego smaku produktu, pogorszono jego jakość nie zmieniając ceny, aby zarobić na nim więcej. Zacząłem się zastanawiać jak taki proces pogarszania jakości może przebiegać i ułożyłem w głowie taką oto historyjkę:

Przed wyjazdem do Norwegii na swój pierwszy od wielu lat urlop dyrektor fabryki kapuśniaku zatrudnił nowego inżyniera. Tak się złożyło, że kilka dni po przyjęciu do pracy, gdy dyrektor razem ze swoją młodą sekretarką bawił już na norweskich fiordach, inżynier wymyślił sposób jak minimalnie pogarszając smak, zaoszczędzić na produkcji jednego opakowania jeden grosz. Zmiana smaku okazała się tak mała, że kubeczki smakowe pracującego w fabryce testera nie były w stanie wychwycić żadnej różnicy przy porównywaniu kapuśniaku produkowanego do tej pory z tym zmodyfikowanym przez inżyniera. Słysząc o tym manager natychmiast zatwierdził nową wersję do produkcji, zarzucając zupełnie starą recepturę. Po jakimś czasie inżynier znowu wpadł na genialny pomysł, jak, nieco pogarszając smak, zaoszczędzić kolejny grosz. Tester porównując nowy wynalazek inżyniera z obecnie wytwarzanym kapuśniakiem, znowu doszedł do wniosku, że nie czuje żadnej różnicy, a manager oczywiście, nie widząc przeciwwskazań, zatwierdził go do produkcji. Ponieważ inżynier był bardzo zdolny i ambitny sytuacja powtórzyła się jeszcze 28 razy. Za każdym razem tester nie wykrywał żadnej różnicy między nową, a poprzednią wersją, nowy sposób uzyskania smaku był zawsze tańszy o jeden grosz od poprzedniego i manager oczywiście zatwierdzał go do produkcji. Po pewnym czasie dyrektor fabryki wrócił z długiego urlopu. Ponieważ był człowiekiem oszczędnym, zaopatrzył się przed wyjazdem w spory zapas kapuśniaku swojej firmy i jadł go codziennie podczas pobytu w Norwegi. Ostatni woreczek zużył na zakończenie urlopu. W pierwszy dzień po powrocie jak zwykle miał ochotę na kapuśniak, więc idąc rano do pracy kupił go w firmowym sklepie swojej fabryki. Jakież było jego zdumienie po skosztowaniu pierwszej łyżki - kapuśniak był wstrętny - dużo gorszy, od tego który jadł przez cały urlop. Dyrektor nie był filozofem i nie miał ochoty zastanawiać się nad paradoksem, który stał się udziałem inżyniera, testera i managera. Przywołał do siebie testera i kazał porównać obecnie produkowany kapuśniak, z tym z przed wyjazdu na urlop - fabryka akurat dostała zwroty z jednego z supermarketów. Tester ku własnemu zdumieniu musiał przyznać dyrektorowi rację, ten produkowany obecnie był dużo gorszy. Nie bacząc na okresy wypowiedzenia, dyrektor rozwiązał umowy o pracę z inżynierem, testerem i managerem.

Zasada tożsamości

Trójka naszych przyjaciół stała się ofiarą zasady tożsamości, a ściśle rzecz ujmując przechodniości relacji tożsamości. Stosowali zasadę, pamiętając zapewne ze studiów wykłady z logiki, że jeżeli A=B i B=C, to A=C. Oznaczmy przez smaki kolejnych wersji kapuśniaku S0, S1, S2, ..., S30. Tester dla każdego n = 1, 2, 3, ..., 30 stwierdzał równość Sn-1 = Sn, po czym ze zdumieniem stwierdził, że S0 i S30 się różnią. Myśliciel, który zechciałby wyjaśnić ten paradoks, przytomnie zauważy, że prawa, które stosujemy do „równości” nie mogą być stosowane do „prawie równości” - będzie bowiem sądził, że smaki kolejnych wersji tak naprawdę trochę się różniły, stąd tak duża różnica okazała się na końcu. Jednak co to znaczy „trochę się różniły”? Czy istnieje coś takiego jak smak w sensie obiektywnym? Czy istnieje jakiś obiektywny miernik smaku? Jeżeli smak jest wyłącznie cechą kapuśniaku w świecie wewnętrznym testera, to jeżeli postrzegał on dwa smaki jako nierozróżnialne, to znaczy, że one takie po prostu były.

Prześledzenie paradoksu na kolorach

Kapuśniak jest bytem niesłychanie skomplikowanym. Aby ułatwić sobie zadanie prześledźmy ten sam paradoks na kolorach. Oko ludzkie ma określoną wrażliwość i powszechnie sądzi się, że człowiek nie jest w stanie rozróżnić dwóch odpowiednio zbliżonych do siebie kolorów. Oznacza to, że w świecie wewnętrznym postrzeżenia takich kolorów będą nierozróżnialne, a zatem sobie tożsame. Przeprowadźmy teraz pewnien myślowy eksperyment. Za pomocą przygotowanej przeze mnie pomocy znajdującej się na końcu tego artykułu każdy, może z wyjątkiem jakiś bardzo utalentowanych malarzy rozróżniających ponad 17 milionów kolorów i ludzi ze zbyt małą wrażliwością na różnice kolorów, będzie go wstanie wykonać samodzielnie.

Opis eksperymentu

Przed przystąpieniem do eksperymentu przygotowano dużą ilość kartek w różnych odcieniach zieleni. Badaniu podlega osoba X która siedzi za stolikiem. Na stoliku położono trzy kartki w dokładnie tym samym odcieniu zieleni. Będą one nazywane idąc od lewej: pierwsza, druga i trzecia. Następnie prosi się osobę X, aby na zadawane jej pytania odpowiadała tylko „tak” albo „nie”. Zaznacza się ponadto, że odpowiedź „tak” ma być udzielana tylko, gdy osoba X jest zupełnie pewna swojego zdania. W sytuacji, gdy pojawiają się jakiekolwiek wątpliwości osoba X proszona jest o udzielenie odpowiedzi „nie”. Osoba X nie wie, co będzie się dalej działo, ani nie zna pytań, na które będzie musiała odpowiadać. Na początku zadawane są dwa pytania: Czy odcienie zieleni kartek 1 i 2 są takie same? Czy odcienie zieleni kartek 2 i 3 są takie same? Osoba X odpowiada na oba te pytania twierdząco. W następnym kroku tak aby osoba X dokładnie widziała co się dzieje, pierwszą kartkę zamienia się na kartę o ciemniejszym odcieniu zieleni - różnica jednak jest tak mała, że znajduje się pod progiem rozróżniania odcieni przez osobę X. Zadaje się osobie X znowu dokładnie dwa te same pytania. Czy odcienie zieleni kartek 1 i 2 są takie same? Czy odcienie zieleni kartek 2 i 3 są takie same? Osoba X odpowiada na oba te pytania twierdząco. Następnie następuje zamiana drugiej kartki. Zamienia się ją na kartkę o nieco ciemniejszym odcieniu zieleni, dokładnie takim samym w jakim jest już kartka pierwsza. Teraz kartki pierwsza i druga mają dokładnie ten sam odcień zieleni, minimalnie ciemniejszy od odcienia zieleni kartki trzeciej. Różnica ta jest jednak pod progiem rozróżniania odcieni przez osobę X. Po raz kolejny zadaje się osobie X dwa te same pytania, na które osoba X znowu udziela tych samych twierdzących odpowiedzi. Dalej postępuje się podobnie: Zamienia się pierwszą kartkę na kartkę o znowu nieco ciemniejszym odcieniu zieleni, różnica pomiędzy tymi odcieniami pozostaje cały czas pod progiem rozróżniania odcieni przez osobę X i znowu zadaje się jej te same dwa pytania. Potem zamienia się drugą kartkę na kartkę o ciemniejszym odcieniu zieleni, takim samym jak odcień kartki pierwszej i znów zadaje pytania, i tak dalej i tak dalej. Kartkę pierwszą zawsze zamienia się na nieco ciemnieją, a w kolejnym kroku robi się to samo z kartą drugą. Po wykonaniu około 40 takich rund podmian odcień zieleni kartek pierwszej i drugiej jest już wyraźnie ciemniejszy od odcienia kartki trzeciej, która leży na stoliku nie zmieniona od początku eksperymentu. Różnica ta jest już znacznie ponad progiem rozpoznawania różnicy odcieni przez osobę X. Na ostatnie dwa pytania w eksperymencie osoba X odpowie więc na pewno w ten sposób: Czy odcienie zieleni kartek 1 i 2 są takie same? Tak. Czy odcienie zieleni kartek 2 i 3 są takie same? Nie.

Wnioski

Osoba X nie mając żadnych innych danych na temat odcieni zieleni kartek posługiwała się tylko własną percepcją. Możemy założyć, że osoba X była bardzo rygorystyczna i odpowiadała zgodnie z zaleceniem - „tak” gdy nie miała żadnych wątpliwości, że w jej percepcji kolory są dokładnie takie same, „nie” gdy tylko pojawiały się jakieś wątpliwość. Ponieważ jednak przez cały czas trwania eksperymentu kartka pierwsza i druga miały albo dokładnie taki sam odcień zieleni, albo ich odcienie różniły się w sposób dla osoby X nierozróżnialny, na pierwsze pytanie: „Czy odcienie kartek 1 i 2 są takie same” osoba X zawsze odpowiadała twierdząco. Możemy również założyć, że przez kilka pierwszych rund osoba X odpowiadała także twierdząco na drugie pytanie. Skoro jednak w końcu, w rundzie 40, odpowiedziała na nie negatywnie, musiał nastąpić taki moment w którym osoba X dała na pytanie drugie odpowiedź negatywną po raz pierwszy. Przeanalizujmy ten moment, patrząc na eksperyment oczami osoby X, rozpoczynając od tego co bezpośrednio musiało go poprzedzić. Na potrzeby lepszej ilustracji sytuacji wcielę się na chwilę w osobę X.

Na stoliku przede mną leżą trzy zielone kartki. Właśnie odpowiedziałem twierdząco na pytania: „Czy odcienie zieleni kartek 1 i 2 są takie same?” i „Czy odcienie zieleni kartek 2 i 3 są takie same?”. Zatwierdziłem zatem, że odcienie tych kartek postrzegam jako dokładnie te same. Gdybym tylko miał jakieś wątpliwości, uznałbym to za argument, że odcienie jednak się różnią i dał odpowiedź negatywną na któreś z pytań. Następnie jedna z dwóch kartek leżących od lewej (to czy pierwsza, czy druga zależy od fazy rundy w której to następuje) zostaje zamieniona, na inną też zieloną. Na pytanie „Czy odcienie zieleni kartek 1 i 2 są takie same?” odpowiadam twierdząco, jednak zaczynam mieć wątpliwości, czy odcienie kartek 2 i 3 są też takie same - więc na drugie pytanie odpowiadam przecząco. Zaraz potem uderza mnie moja niekonsekwencja. Uznałem bowiem, że poprzednio leżały przede mną trzy kartki w jednakowym odcieniu zieleni. Jedną z dwóch z lewej (pierwszą albo drugą, w zależności w której fazie rundy jesteśmy) zamieniono, a jedną pozostawiono i dalej uważam, że dwie kartki z lewej nie różnią się odcieniem, a zatem, ta która została dołożona, musi mieć również taki sam odcień zieleni jak wszystkie trzy kartki przed zamianą. Musi mieć zatem taki sam odcień jak kartka trzecia, która została nie zmieniona. Wszystkie trzy muszą mieć zatem dalej taki sam odcień. Z drugiej strony właśnie przed chwilą uznałem, że odcienie zieleni kartki 2 i 3 różnią się.

Czyżbyśmy mieli do czynienia z sytuacją, w której muszę przyznać, że jestem omylny nawet w obrębie własnego świata wewnętrznego? Zostawmy bowiem na boku prawdę świata zewnętrznego, na temat tego, że kolory tych kartek rzeczywiście różnią się, tylko bardzo nieznacznie. Nie mylę się bowiem wtedy, gdy uznaję postrzeżenia dwóch obiektywnie różnych kolorów za te same - w moim świecie wewnętrznym są one naprawdę takie same. Tu jednak zaprzeczyłem sobie, ba byłem na to zaprzeczenie skazany, w obrębie własnego świata wewnętrznego. Nie wiedziałem nic o „zewnętrznych” własnościach tych odcieni zieleni, a mimo to doszedłem do sprzeczności własnych postrzeżeń. Założenie istnienie świata zewnętrznego bądź jego brak, nie zmienia nic w powyższym paradoksie, zachodzi on w świecie wewnętrznym, bez żadnego odniesienia do świata zewnętrznego. Szczegółowe omówienie i rozwiązanie tego paradoksu wymaga osobnego artykułu.


     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     

Michał Stanisław Wójcik, Barcelona, 27 maja 2008

Strona Główna Świat wewnętrzny v. świat zewnętrzny Kontakt