Prezentacja poniższego rozumowania nie ma mocy przekonania, że ja jako byt osobowy nie istnieję. Przynajmniej mnie to nie przekonuje, choć jest to rozumowanie, które przeprowadziliśmy razem z przyjacielem inspirując się jedynie innymi filozofami (Husserl chyba twierdził, że "czystego ja" nie można wyłączyć). Jak mi się wydaje, rozumowanie, które zaprezentuję, pokazuje, że wcale nie jest tak, że gdy w naszych rozważaniach wychodzimy od rzeczywistości, "byt osobowy" jest nam niejako dany w prezencie - możemy być jego pewni na samym początku rozważań. Według mnie należy się nie lada wysilić, aby móc na drodze filozoficznej przekonać się o istnieniu bytów osobowych.
Na historię filozofii można spojrzeć jako na historię zmagania się zwolenników subiektywnego świata wewnętrznego i zewnętrznego świata obiektywnego. W każdej z tych opcji zmagają się jeszcze zwolennicy realizmu ze zwolennikami idealizmu. Niniejsze rozważania będą dotyczyły świata wewnętrznego w ujęciu realnym. Będę starał się wyjść od świata danego mi w bezpośrednim doświadczeniu i pokazać - że mnie nie ma, a ściśle rzecz biorąc, pokazać każdemu z osobna, że to właśnie jego nie ma.
Mówimy o świecie zewnętrznym i wewnętrznym ponieważ zauważamy jakby podwójne bytowanie przedmiotów. Patrzę w tej chwili na kubek, który stoi przede mną na biurku i mogę powiedzieć, że "Na biurku stoi kubek", mogę również stwierdzić, że "Ja mam jakąś percepcję tego kubka". Kubek w mojej percepcji to niewątpliwie inny obiekt niż kubek stojący na stole. Kubek stojący na stole ma swoją masę, ma na niewidocznej dla mnie stronie narysowanego dużego słonia; kubek w mojej percepcji nie ma masy. Nie ma też narysowanego dużego słonia, bo go po prostu nie widzę - i gdybym miał słabą pamięć mógłbym się zastanawiać, czy ów słoń tam jest, czy nie. Analogicznie do kubka bytują w mojej świadomości inne obiekty.
Można w tym miejscu zapytać, skąd w ogóle wiemy, że kubek obiektywny stojący na stole istnieje? Czegokolwiek bowiem nie zrobimy z tym kubkiem, spowoduje tylko zmianę cech kubka w naszej świadomości. Nie mamy możności posiadania bezpośredniej wiedzy na temat kubka obiektywnego. Mamy do czynienia jedynie z odwzorowaniem kubka w naszej świadomości. Można powiedzieć podobnie jak Melebranche, że nie mamy żadnego kontaktu z kubkiem obiektywnym. Pójdźmy jednak w rozważaniach dalej i zapytajmy, co w ogóle miałoby znaczyć stwierdzenie, że kubek obiektywny istnieje. Czy jesteśmy pewni, że rozumiemy to stwierdzenie? Nad tym, czy kubek istnieje w mojej świadomości i co to oznacza nie muszę się zastanawiać, bo odpowiedź mam natychmiast - a w zasadzie jeszcze wcześniej. Wcześniej, bo pierwotny jest dla mnie fakt postrzegania kubka (tego, że właśnie w tej chwili postrzegam kubek, jestem pewien z ostateczną niepodważalną przez nic pewnością) niż jakiekolwiek rozważania na temat, czy kubek istnieje w mojej świadomości i co to znaczy. To, że mówię iż on istnieje w mojej świadomości jest po prostu odzwierciedleniem faktu, że go postrzegam - a to, czy go postrzegam w danej chwili, czy nie, wiem na pewno. Jest to wiedza najbardziej podstawowa.
A zatem na tym etapie rozważań wiemy co oznacza, że kubek istnieje w świadomości, oraz wiemy, że kubek w świadomości istnieje, nie wiemy natomiast, czy kubek obiektywny istnieje, a nawet, na razie, co to oznacza. Innymi słowy zauważyliśmy, że w bezpośrednim doświadczeniu dany nam jest tylko świat wewnętrzny i jakieś jego konkretne zachowanie. Zachowanie to jest takie, jakie jest. Obiekty znikają i pojawiają się, cały świat potrafi wykonać nagły obrót, obserwujemy obiekty o różnych cechach. Niektóre z tych obiektów nazywamy emocjami, inne myślami, jeszcze inne odczuciami. Jest to po prostu nasz prywatny wszechświat ze swoimi prawami i możliwymi do pomyślenia teoriami fizycznymi.
Jeżeli ten nasz wszechświat jest wszystkim tym, co dane nam jest w bezpośrednim doświadczeniu, to jeżeli chcemy pozostać na stanowisku realistycznym możemy mówić na razie wyłącznie o istnieniu tego wszechświata. Podkreślam sformułowanie "na razie", być może z czasem zdefiniujemy co znaczy istnienie obiektywne i wykażemy istnienie jakiś rzeczy obiektywnych. Nie zrobimy tego jednak wcześniej, aniżeli rozum nas do tego nie zmusi.
A więc w tym momencie rozważań całym naszym wszechświatem, jest nasz świat wewnętrzny. Teraz dokonujemy następnej operacji. Skoro wszystko co postrzegamy jest naszym światem wewnętrznym, można stożyć swojego rodzaju nowomowę. Nie będę już mówił, że postrzegam kubek, ale właśnie, że kubek istnieje. Będę jednak rozumiał to dokładnie tak samo jak dotychczas. Mówiąc istnieje kubek, będę miał na myśli kubek w mojej percepcji, a nie żaden inny. Podobnie w nowomowie powiem istnieje zimno - zamiast odczuwam zimno, istnieje ciepło - zamiast odczuwam ciepło. Wprowadzę także w nowomowie pojęcie bliskości, które jest bardzo użyteczne do opisu świata wewnętrznego. Mogę teraz powiedzieć krzesło jest bliżej, stół jest dalej - nie muszę dodawać bliżej, dalej do czego. Bliskość jest cechę niektórych obiektów świata wewnętrznego. Inne obiekty takie jak zimno, czy strach są tej cechy pozbawione. Przykładowo w nowomowie moje ciało, będzie to ciało które istnieje najbliżej. Pamiętajmy jednak cały czas, że posługujemy się wprowadzonym w naszej nowomowie pojęciem istnienia. A zatem mówiąc o ciele istniejącym najbliżej mówię, o percepcji ciała w mojej świadomości - tylko o takim wiem na razie, że istnieje. W nowomowie świat wewnętrzny będzie po prostu wszechświatem realnym - i tak będziemy go od tej pory, w nowomowie, nazywać. Jeżeli wprawimy się w używaniu nowomowy, zauważymy, że nie potrzebujemy w ogóle zaimka osobowego w pierwszej osobie - czyli w mianowniku "ja". "Ja" znika z gramatyki nowomowy we wszelkich możliwych formach i odmianach. I to znika nie dlatego, że nie ma potrzeby jego używania, ale dlatego, że nie ma żadnego istniejącego obiektu, który byłby desygnatem owego "ja". Czy jest to wyłącznie trik językowy? Sprytna intelektualna konstrukcja? Zauważmy, że pojęcie istnienia, choć miało nam zastąpić pojęcie postrzegania - wiąże się z jak najbardziej realnym istnieniem - bo danym nam w bezpośrednim doświadczeniu. Istnieje więc kubek, istnieje zimno, istnieje krzesło, istnieje strach - ale gdzie jest "ja", gdzie jest "moja świadomość"? Chciałoby się teraz za Kartezjuszem bronić "ja" i powiedzieć "myślę więc jestem". Jednak w nowomowie "myślę" - czy "postrzegam własną myśl" to po prostu tyle co "myśl istnieje". A myśl istnieje, tak jak istnieje kubek, stół, czy ciepło. Nowomowa, będąca językiem wyrosłym jednak z bezpośredniego doświadczenia, nie sugeruje nam tutaj - tak jak jest to w zdaniu Kartezjusza - istnienia jakiegoś podmiotu. Mógłbym równie dobrze powiedzieć "istnieje kubek więc jestem" - ponieważ tak samo kubek jak i myśl istnieją - a różnią się od siebie tylko swoimi cechami - inne cechy ma kubek, inne myśl.
A więc w obecnym momencie rozważań świat wewnętrzny, a więc w nowomowie wszechświat realny, którego istnienia jesteśmy pewni, stał się pustym wszechświatem, pozbawionym jakiegokolwiek obserwatora. Rzeczy nie są w nim obserwowane, a po prostu są. Nie ma w nim żadnego "ja" - jest tylko rzeczywistość, która nie jest przez nikogo obserwowana. Jest to dalej świat wewnętrzny, od którego zaczęliśmy nasze rozważania - jednak właśnie powiedzieliśmy sobie, że nie ma potrzeby, ani nie ma żadnej przesłanki, dla istnienia jakiegokolwiek obserwatora.
Posługując się dalej nowomową, nie sposób jednak nie zauważyć, że w owym wszechświecie realnym istnieje - przynajmniej czasami - koncepcja "ja". Istnieją również koncepcje, posłużymy się tu staromową - bytów obiektywnych. Istnieje wreszcie koncepcja, znowu wyrazimy to w staromowie - obiektywnego świata zewnętrznego. Jaki jest status tych koncepcji?
Aby odpowiedzieć sobie na to pytanie wróćmy znowu do staromowy, czyli do mówienia o świecie obiektywnych bytów, do mówienia o świecie zewnętrznym. Zastanówmy się jaką rolę pełnią wszelkie teorie naukowe wyjaśniające działanie owego obiektywnego wszechświata. Można powiedzieć, że we wszechświecie mają miejsce różne zdarzenia, planety krążą wokół gwiazd, księżyce wokół planet, w gwiazdach zachodzą reakcje termo-jądrowe, które wpływają w jakiś sposób na planety i ich księżyce. Teoria naukowa znajduje w tych zdarzeniach różne regularności, powtarzalności, które następnie formułuje w prawa, a te z kolei pozwalają dobrze przewidywać jakieś przyszłe zdarzenia.
Jeżeli teraz wrócimy do nowomowy, to okaże się, że koncepcja świata obiektywnego jest po prostu teorią opisującą zachowanie się świata wewnętrznego, czyli w nowomowie, po prostu wszechświata realnego. Koncepcja kubka obiektywnego wyjaśnia mi zachowanie się kubka istniejącego we wszechświecie realnym. We wszechświecie realnym, kubek raz po raz znika, a potem się pojawia. To kiedy zniknie, a kiedy sie znowu pojawi, wyjaśnia bardzo dobrze teoria świata obiektywnego. Podobnie to kiedy pojawi się zimno, a kiedy pojawi się ciepło, także bardzo dobrze wyjaśnia teoria świata obiektywnego. Pozwala po pewnych obiektach istniejących we wszechświecie realnym przewidzieć, czy za chwilę będzie istniało zimno, czy ciepło. Koncepcja "ja" tłumaczy zaś dobrze zachowanie się ludzi we wszechświecie realnym (cały czas jesteśmy w nowomowie). Koncepcja "ja" wydaje się bowiem, być równoważna koncepcji, że dla człowieka we wszechświecie realnym też istnieje przypisany do nich świat wewnętrzny.
Powstaje teraz pytanie jak należy sobie tłumaczyć olbrzymi sukces teorii świata obiektywnego w opisywaniu świata realnego. Czy sam fakt, że przewidywania owej teorii tak dobrze się sprawdzają, nie zmusza nas do przyjęcia istnienia świata obiektywnego. Przyznam, że w tym momencie z ontologicznego punktu widzenia takiego przymusu, nie widzę. Może być przecież tak, że wszechświat realny zachowuje się tak jak się zachowuje, a teoria świata obiektywnego jest jedynie dogodnym opisem. Nawet przyjęcie istnienia Absolutu, nie rozwiązuje nam tego problemu - ponieważ Absolut mógł stworzyć jedynie wszechświat realny (nowomowa!) i nadać mu właśnie taki bieg, że najlepiej da się go opisać poprzez przyjęcie teorii świata obiektywnego. Podobnie jak można by powiedzieć w staromowie, że Absolut stworzył czasoprzestrzeń tak, że bardzo dobrze opisuje ją teoria względności.
Zauważmy, że całą metafizykę można by teraz przenieść na obszar wszechświata realnego (nowomowa!). Tu przecież, jak mi się wydaje, mogę też mówić o bytach, substancjach, przypadłościach, mogę zauważać akt i możność. Można więc, być może, mówić o filozofii klasycznej w odniesieniu do świata wewnętrznego, czyli wszechświata realnego w nowomowie. Mamy więc zadziwiającą sytuację, będąc w obrębie filozofii klasycznej, czytając rzeczywistość właśnie taką jaka ona jest, dochodzimy do zanegowania pojęcia "ja" - paradoksalnie, bo wychodząc przecież od świata wewnętrznego. Wydaje mi się, że jeżeli można mówić o jakiejś odległości filozofii od teologii, to chyba w tym punkcie stoimy najdalej. Ateista bowiem, który uprze się aby być wyznawcą owego ujęcia, może skutecznie zanegować nawet podmiot Bożej miłości, będzie odporny na stwierdzenie, że Bóg go kocha. Zapyta bowiem "kogo?" i przedstawi cały wywód pokazujący, że wcale nie jest takie oczywiste czy jakiekolwiek "ja" istnieje - a zrobi to wychodząc właśnie od swojego świata wewnętrznego. Czy potrafimy przekonać tego ateistę, że nie ma racji?
Michał Stanisław Wójcik, 19 kwietnia 2007.