Strona Główna Świat wewnętrzny v. świat zewnętrzny
www.niezalezna.info

Ontologia intrologii

Ontologia realna

Kiedy uprawnione jest użycie pojęcia „istnieje”? Wydaje mi się, że niezależnie od wyznawanego stanowiska ontologicznego, każdy myśliciel zgodzi się, że istnieje wszystko to, czego założenie nieistnienia prowadzi do sprzeczności z doświadczeniem. Gdyby założenie nieistnienia danej rzeczy nie prowadziło do sprzeczności z doświadczeniem, zabrakłoby jakiegokolwiek wyróżnika dla sądu, że ta rzecz istnieje. I tak, jeżeli postrzegam kubek, postrzeżenie kubka istnieje, bo faktycznie założenie nieistnienia postrzeżenia kubka prowadziłoby do sprzeczności z doświadczeniem – postrzeżeniem kubka. Aby uporządkować tok wypowiedzi, szczególnie dlatego, że za chwilę wprowadzę drugie znaczenie predykatu „istnieć”, będę mówić o „istnieniu realnym”, gdy będę miał na myśli istnienie w powyższym sensie.

Nie jest tak, jak sądzą niektórzy, że pojęcie istnienia (istnienia realnego) zostało w filozofii związane tylko z koncepcją rzeczy obiektywnych, z opisem świata zewnętrznego, że nie można użyć słowa „istnieje” w odniesieniu do bytów mentalnych, do opisu świata wewnętrznego. Choć część myślicieli istotnie atrybut istnienia (istnienia realnego) wiązała jedynie z rzeczywistością obiektywną, to jednak nie dlatego, że do opisu takiej, a nie innej rzeczywistości wybrali właśnie takie słowo, a dlatego, że wydawało im się, że założenie nieistnienia świata obiektywnego, zewnętrznego prowadzi do sprzeczności z doświadczeniem. Nigdy jednak nie spotkałem wystarczającego dowodu na istnienie świata zewnętrznego, czyli czegokolwiek poza tym, czego bezpośrednio doświadczam. Nie doprowadzono poprawnie do sprzeczności z doświadczeniem założenia, że nie istnieje obiektywny kubek ze swoimi wymiarami i masą. Nie mogę więc na dziś dzień wyznawać sądu, że on istnieje.

Ontologia teorii

Zupełnie z czymś innym mamy do czynienia na gruncie ontologii jakiejś rozważanej teorii. Tam także używamy predykatu „istnieć”, jednak zupełnie w innym sensie. Konstruując daną teorię, zwykle na początku zakłada się dla niej pewną ontologię – czyli ustala się co istnieje. Ustala się pewne pierwotne elementy, które mogą mieć pewne własności i wchodzić ze sobą w różne relacje. Następnie, na bazie tych pierwotnych elementów i pierwotnych relacji, definiuje się obiekty i relacje bardziej złożone. Przykładem takiej teorii może być chemia, tutaj przytoczę pewną uproszczoną teorię chemiczną – nie do końca zgodną z dzisiejszym stanem wiedzy, jednak wystarczającą na potrzeby mojego rozważania. Określa się w niej pewne elementarne cząsteczki takie jak elektron, proton i neutron, zakłada się pewne prawa ich łączenia, następnie definiuje się obiekty bardziej złożone, składające się z odpowiednich konfiguracji elektronów, protonów i neutronów – atomy. Następnie określa się pewne reguły łączenia atomów, oraz definiuje obiekty jeszcze bardziej złożone, składające sie z określonych konfiguracji atomów – cząsteczki.

Interesującą mnie cechą teorii jest jej niesprzeczność z tym, czego doświadczam. Niektórzy myśliciele chcieliby być może dodać, że tym, co ich interesuje w teorii, jest to, czy umie ona dobrze przewidywać wyniki przyszłych doświadczeń. Jednak to właśnie wynika z warunku niesprzeczności z tym, czego się doświadcza. Jeżeli bowiem teoria coś przewiduje, a doświadczę czegoś innego, będzie to sprzeczność z doświadczeniem. Jeżeli natomiast teoria jest niesprzeczna z tym, czego doświadczam, w sytuacji idealnej, wiem, że cokolwiek ona przewiduje, musi się sprawdzić. Dlatego będę tu mówił jedynie o warunku niesprzeczności teorii z doświadczeniem.

Nawet jeśli sprzeczność ta występuje, teoria nie musi być od razu bezużyteczna, jeśli tylko umiem określić stopień tej sprzeczności i jej zakres – jeżeli umiem kontrolować tę sprzeczność. Przykładowo dynamika Newtona byłaby zapewne sprzeczna z moim doświadczeniem, gdybym prowadził wnikliwe obserwacje nieba, jednak nie jest ona bezużyteczna, gdyż można określić z jaką dokładnością i przy jakich masach i prędkościach mogę sie nią posługiwać, aby unikać sprzeczności z moim doświadczeniem.

Aby jednak mówić o niesprzeczności teorii z doświadczeniem, muszą istnieć co najmniej dwie rzeczy – teoria i doświadczenie. Musi być również określone powiązanie teorii z tym, czego doświadczam. W rozważanym przykładzie chemii powiązanie z tym, czego doświadczam, następuje np. w momencie, gdy mówi się, że woda w szklance jest zbiorem bardzo wielu cząsteczek tlenku wodoru. Moje postrzeżenie wody w szklance jest jednak zupełnie czymś innym niż postrzeżenie zbioru cząsteczek tlenku wodoru. Zbiór cząsteczek tlenku wodoru to obiekt teorii chemicznej, złożony z bytów, których istnienie zostało założone w teorii. Istnieje on w ramach ontologii teorii chemicznej. Postrzeżenie wody w szklance istnieje zaś realnie. Jeżeli miałbym mówić o realnym istnieniu zbioru cząsteczek tlenku wodoru, to już bardziej jako o pewnej konstrukcji mentalnej, dokonanej w moim świecie wewnętrznym, a zatem o obiekcie na pewno różnym od postrzeżenia wody w szklance. Skąd bierze się więc potrzeba przypisywania istnieniu cząsteczek tlenku wodoru takiego samego statusu, jak istnieniu postrzeżenia wody w szklance? Wydaje mi się, że na skutek natłoku dużej ilości niezależnych doświadczeń, które wiążą się z koncepcją cząsteczki tlenku wodoru, a które nie są sprzeczne z rozważaną teorią chemiczną. Istnieje w pewnym sensie psychologiczna potrzeba, aby nadać cząsteczkom tlenku wodoru statusu realnego istnienia, chociaż jeśli chodzi o teorię chemiczną, nie ma to żadnego znaczenia. Z punktu widzenia inżynierii, tak samo sprawnie będę przewidywał zachowanie się mojego świata wewnętrznego, posługując się teorią chemiczną, do której ontologii należy postulat istnienia cząsteczek tlenku wodoru, jak w przypadku, gdy dołożę sobie twierdzenie, że cząsteczki tlenku wodoru istnieją realnie. Założenie nieistnienia cząsteczek wodoru nie będzie więc, jak widać, prowadziło do sprzeczności z tym, czego doświadczam. Jeżeli nawet, za pomocą bardzo czułego mikroskopu, mógłbym obejrzeć cząsteczkę tlenku wodoru, to moim postrzeżeniem będzie postrzeżenie pewnego obrazu na ekranie, bądź w okularze mikroskopu, nie zaś coś takiego, jak realnie istniejąca cząsteczka.

Tożsamościowa teoria umysłu

Przy rozważaniach intrologicznych skupionych wokół problemu, co realnie istnieje, warto zwrócić szczególną uwagę na neurofizjologiczne ujęcie umysłu. W tym rozdziale opiszę tożsamościową teorię umysłu z punktu widzenia jej zwolennika. Później natomiast, w rozdziale następnym, poddam ją krytyce.

Tożsamościowa teoria umysłu głosi, że zdarzenia umysłowe są tożsame z zachodzącymi w mózgu procesami fizyczno-biologicznymi. Moje postrzeżenie kubka jest według niej pewnym stanem neuronów w moim mózgu, jest więc pewnym obiektem posiadającym konkretne własności fizyczne. Według tego stanowiska moje myślenie o intrologii jest sytuacją, w której mózg bada sam siebie. Gdy myślę o moim postrzeżeniu kubka, jeden proces w moim mózgu jest analizowany przez drugi.

Gdy wypowiadamy się o zachowaniu innych ludzi, problem zdarzeń umysłowych w ogóle się nie pojawia. Obserwujemy tylko, że określonym procesom obserwacji, doznawania bodźców słuchowych, czuciowych, czy poruszania się, odpowiadają pewne procesy w mózgu. Gdy jakaś osoba odczytuje dany tekst, możemy za pomocą odpowiednich urządzeń, zaobserwować aktywność w określonych obszarach jej kory mózgowej. Możemy podać komuś do rozwiązania zadanie matematyczne i śledzić, co dzieje się w jego mózgu od momentu zrozumienia treści zadania do momentu podania prawidłowej odpowiedzi. Jeżeli będziemy mieli na tyle doskonałą aparaturę badawczą, aby rejestrować dokładnie wszelkie procesy zachodzące w mózgu, nie będziemy musieli zadawać sobie pytań typu: „ale co, tak naprawdę, ta osoba sobie myślała?” Wystarczy nam w zupełności analiza procesów zachodzących w jej sieci neuronowej. W przypadku opisu zachowania innych ludzi, nie ma sensu mówić o jakiejś tożsamościowej teorii umysłu, a jedynie o neurofizjologicznych podstawach zachowania, które tłumaczą zachowanie człowieka za pomocą analizy jego układu nerwowego.

Zapotrzebowanie na tożsamościową teorię umysłu pojawia się wtedy, gdy chcę wyjaśnić za pomocą neurofizjologii moje własne odczucia, myśli czy postrzeżenia. Chcę wiedzieć czym dokładnie jest moje postrzeżenie kubka, odczucie bólu, czy myśl: „mam niebieskiego kota”. Tożsamościowa teoria umysłu mówi mi, że są to wszystko procesy zachodzące w moim mózgu, skorelowane ze sobą zmiany stanów konkretnych neuronów. Należy dobrze rozumieć, że teoria ta nie mówi, że moim zdarzeniom umysłowym odpowiadają procesy w mózgu. Takie stanowisko byłoby bowiem dualizmem i zakładało realne istnienie zarówno procesów w mózgu, jak i zdarzeń mentalnych. Zdarzenia umysłowe po prostu są procesami zachodzącymi w mózgu. Naiwnym zarzutem przeciwko tej tezie jest stwierdzenie, że dobrze wiem, czym jest moje odczucie bólu (odczuwam je!) i nie jest ono na pewno jakąś zmianą stanów neuronów w moim układzie nerwowym. Postaram się pokazać, dlaczego nie jest to zarzut właściwy. Tożsamościowa teoria umysłu zakłada obiektywne istnienie świata zewnętrznego, zaś przez świat wewnętrzny, czy mówiąc innymi słowy strumień świadomości, rozumie pewien określony podzbiór świata zewnętrznego – procesy zachodzące w pewnych obszarach mojej kory mózgowej. Te procesy są jedynymi elementami świata zewnętrznego, które są „mi” dostępne. („mi” umieściłem w cudzysłowu, bo właśnie te procesy to „ja”) Wszelkie inne obiekty świata zewnętrznego tylko postrzegam – są mi dostępne tylko ich postrzeżenia, czyli pewne procesy, lub stany mające miejsce w pewnych obszarach mojej kory mózgowej. Nie ma więc najmniejszego sensu twierdzenie, że wiem na pewno, że moje odczucie bólu, nie jest procesem zachodzącym w moim układzie nerwowym. Odczucie bólu bowiem, ten konkretny proces w moim układzie nerwowym, jest jednym z niewielu elementów świata zewnętrznego, który jest „mi” dostępny i on właśnie dokładnie taki jest. Można powiedzieć, że nie doświadczam „naraz” całego stołu obiektywnego, bo gdyby był mi dany stół obiektywny, musiałbym widzieć go na raz ze wszystkich stron, widzieć zarówno cały blat, jak i wszystkie nogi. Jednak tak jak nie jest mi dany obiektywny obiekt taki jak stół, tak jest mi dany obiektywny obiekt taki jak pewien konkretny proces zachodzący w moim układzie nerwowym – odczucie bólu. On właśnie taki jest. Moje odczucie bólu jest właśnie tym, obiektywnie istniejącym w świecie zewnętrznym, procesem. To co kryje się pod rozważanym pozornym zarzutem przeciwko tożsamościowej teorii umysłu, to zauważenie faktu, że odczucie bólu nie jest tym samym, co moje ewentualne postrzeżenie procesu zachodzącego w moim układzie nerwowym. Ale to postrzeżenie, dokonane zapewne za pomocą jakiegoś urządzenia, będzie tylko postrzeżeniem mojego odczucia bólu. Odkrycie, że odczucie bólu, które doświadczam i postrzeżenie odczucia bólu, czyli postrzeżenie pewnego procesu w moim układzie nerwowym, nie są tym samym, jest dokładnie takim samym odkryciem jak to, że moje postrzeżenie stołu, nie jest stołem – nie obala ono tożsamościowej teorii umysłu. Można jeszcze wysunąć wątpliwości co do faktu, że są możliwe dwa tak różne postrzeżenia odczucia bólu: jedno za pomocą jakiś urządzeń, które obrazują mi pewien neurofizjologiczny proces, a drugie – moje postrzeżenie, że doświadczam odczucie bólu. Jednak tak samo są możliwe bardzo różne postrzeżenia obiektywnie istniejącego stołu, przykładowo: postrzeżenie dotykowe i wizualne.

Zarzuty wobec tożsamościowej teorii umysłu

Jakim procesem jest zdarzenie umysłowe?

Jeżeli mówimy, że zdarzenia umysłowe są zachodzącymi w mózgu procesami fizyczno-biologicznymi, to powstaje naturalne pytanie, czym w zasadzie te procesy są. Czy mówiąc o takim procesie, mamy na myśli wszystko, co zachodzi w mózgu, czyli fizyczny fakt przemieszczania się jonów sodu i wapnia, ich przenikania przez ściankę neuronu, produkcję, a następnie uwalnianie neuroprzekaźników, itp. – słowem wszystkie chemiczne przemiany i fizyczne procesy zachodzące w układzie nerwowym, czy tylko samą strukturę informatyczną, fakt przekazywania sygnału pomiędzy węzłami sieci neuronowej? Zakładając istnienie świata obiektywnego, mogę wykonać pewien eksperyment myślowy podobny do analogicznego eksperymentu Denetta. Wyobrażam sobie, że mój mózg zostaje wyjęty z mojej czaszki, a w miejsce wszystkich połączeń, które zostały przerwane, zostają umieszczone mikro nadajniki i odbiorniki radiowe. Te mikro odbiorniki i nadajniki zostają umieszczone tak samo w moim układzie nerwowym, który pozostał w moim ciele, jak i w mózgu, który został mi wycięty. Mózg ten zostaje utrzymywany przy życiu i znajduje się w kadzi. Wszystkie procesy życiowe zachodzą nadal tak samo, mój mózg nadal steruje moim organizmem, ponieważ wszelkie impulsy z mózgu do pozostałej części układu nerwowego oraz wszelkie impulsy z układu nerwowego do mózgu przechodzą nadal tak jak wcześniej, tyle że drogą radiową. Zakładam ponadto, że każdy nadajnik i odbiornik w mózgu nadaje i odbiera na swojej specyficznej częstotliwości, takiej samej jak odpowiadający mu odbiornik czy nadajnik w moim ciele. Wyobrażam sobie dalej, że naukowcy konstruują elektroniczną sieć neuronową, która jest od strony informatycznej, wierną kopią mojego mózgu. Wyposażają go także w nadajniki i odbiorniki, które działają na częstotliwościach takich samych jak odpowiadające im nadajniki i odbiorniki w moim ciele. Sprawiają też, że ta elektroniczna sieć neuronowa zachowuje się dokładnie tak samo, jak mój mózg. W chwili włączenia elektronicznego „mózgu” nie powinienem nic poczuć, bo przecież procesy w nim zachodzące, są dokładnie takie same jak w mózgu biologicznym. Od chwili włączenia mózgu elektronicznego można powiedzieć, iż mam dwa zachowujące się dokładnie tak samo mózgi. Naukowcy dokonują teraz następnego kroku, wyłączają mój mózg biologiczny i pozostawiają jedynie elektroniczny. Ja jednak znowu nie powinienem odczuć żadnej różnicy – mózgi przecież zachowywały się dokładnie tak samo. Mój organizm będzie sterowany dokładnie tak samo, jak przed wyłączeniem biologicznego mózgu.

Jeżeli moimi zdarzeniami umysłowymi są procesy zachodzące w mózgu, to teraz można zapytać, w którym mózgu, elektronicznym czy biologicznym? Przecież procesy zachodzące w tych mózgach, choć informatycznie takie same, nie były jednak tymi samymi procesami – inna była ich fizyczna reprezentacja. Wydaje się w takim razie, że zdarzenie umysłowe nie jest konkretnym obiektem fizycznym świata zewnętrznego, a jedynie jakąś abstrakcją – procesem informatycznym. Jednak czy abstrakcyjny proces informatyczny, który może być taki sam, mimo że realizuje się w dwóch fizycznie różnych procesach – jest obiektem świata zewnętrznego, czy jest może wyłącznie obiektem umysłowym? Czy sąd, że dwa procesy fizycznie różne, są tak naprawdę takim samym procesem informatycznym, orzeka o obiektywnie istniejącej rzeczywistości, czy też jego prawdziwość jest zależna od opisującej rzeczywistość istoty świadomej?

Fundamentalny zarzut ontologiczny

Tożsamościowa teoria umysłu wyrasta z rozważań o naturze neurofizjologicznej. W tej koncepcji zdarzenia umysłowe – procesy zachodzące w pewnych częściach kory mózgowej, są superwentne względem procesów fizyczno-chemicznych. Cała zatem konstrukcja tożsamościowej teorii umysłu opiera się na założeniu istnienia pewnych cząstek i oddziaływań między nimi. Ontologia tej teorii nie jest jednak realna – a czysto formalna. W dalszym ciągu tym, co jest mi bezpośrednio dane, jest świat wewnętrzny – nawet jeśli będę rozumiał go jako pewien podzbiór świata zewnętrznego. Może być więc tak, że istnieje tylko świat wewnętrzny, a cała reszta świata zewnętrznego – nie. Oczywiście ten świat wewnętrzny, będzie zachowywał się dokładnie tak, jak gdyby cała reszta istniała – jednak jej może nie być. O jej istnieniu póki co nie mam możliwości się przekonać. Jeżeli zaś istnieją tylko zdarzenia umysłowe, to nie ma sensu mówić, że są procesami zachodzącymi w mózgu. Po prostu są jakie są i przebiegają jak przebiegają – cała natomiast koncepcja świata zewnętrznego jest tylko teorią, która pomaga je porządkować. Stojąc więc na stanowisku badacza rzeczywistości, który nie zakłada niczego, do czego nie jest zmuszony – muszę na razie uznać, że jedyne czego jestem pewien to zdarzenia umysłowe. Im tylko przyznaję status realnego istnienia. Cała zaś koncepcja świata zewnętrznego, a w niej tożsamościowa teoria umysłu, jest tylko teorią opartą na swojej własnej, już nie realnej, ontologii. Mogę więc używać i czerpać z całego bogactwa neurofizjologicznych analiz, które pomagają mi zrozumieć moje zdarzenia umysłowe – muszę jednak cały czas pamiętać, że neurony, synapsy, kora mózgowa, wreszcie całe mózgowie i układ nerwowy istnieją tylko na gruncie ontologii pewnej teorii. Nie mogę bez konieczności przypisać im realnego istnienia.

Swoją drogą zadziwiający jest fakt, że wobec zupełnej nieistotności z punktu widzenia inżynierii, niektórym myślicielom zależy na realnym istnieniu cząsteczek chemicznych, neuronów czy całego mózgu. Jest to prawdopodobnie efektem złudzenia, że jeśli własności mózgu są superwentne względem własności cząstek elementarnych, to zachowanie się świata wewnętrznego jest bardziej stabilne. Stabilne – czyli nie zmieni sie on nagle, nie zacznę naglę przeżywać rzeczywistości baśniowej, po śmierci nie będzie mnie czekało wieczne szczęśliwe życie. Wydaje się tak dlatego, że własności cząstek elementarnych są zwykle postrzegane jako stabilne, nie zmieniają się, są w każdym miejscu i czasie takie same. Jeżeli zatem działanie mózgu jest zdeterminowane przez wzajemne działanie na siebie wielkiej ilości cząstek elementarnych, jest zależne od całego realnie istniejącego (w koncepcji realnie istniejącego świata zewnętrznego!) wszechświata – nie mogą się wydarzyć jakieś „dziwne” zdarzenia umysłowe, które przeczyłyby prawom natury. Jest to myślenie błędne – prawa rządzące światem wewnętrznym mogą być równie stabilne, jak prawa rządzące światem zewnętrznym. Zauważamy bowiem, że świat wewnętrzny daje się tłumaczyć i opisywać za pomocą teorii świata zewnętrznego – bez względu na to czy istnieje on realnie, czy nie. Jeżeli dysponujemy „stabilnym” opisem świata zewnętrznego, jest on tym samym „stabilnym” opisem świata wewnętrznego. Potrzeba postulowania realnie istniejącego świata zewnętrznego wydaje się potrzebą czysto psychologiczną. Sama zaś stabilność praw natury jest i tak mocno dyskusyjna. Wynika bowiem jedynie z przeszłych obserwacji. Jednostajność natury nie jest czymś, co możemy udowodnić, a jedynie założyć. Gdyby jutro jabłka przestały spadać z drzew i zawisłyby swobodnie w powietrzu, nie pozostałoby mi nic innego, jak odnotować ten fakt i zadumać się nad nim. Nie powiedziałbym przecież, że rzeczywistość zawiera sprzeczność, bo niby co miałoby być sprzeczne z czym? Musiałbym uznać, że teoria grawitacji nie może być taka prosta, jak się dotychczas wydawało i należy ją zastąpić czymś bardziej skomplikowanym oraz zrezygnować z dogmatu, że wyniki dwóch doświadczeń przeprowadzonych w tych samych warunkach, muszą być takie same.

Michał Stanisław Wójcik, 24 grudnia 2007

Strona Główna Świat wewnętrzny v. świat zewnętrzny Kontakt